you make this all go away

niedziela, 6.listopada.2011, 19:34
Daddy's flown across the ocean
Leaving just a memory
Snapshot in the family album
Daddy what else did you leave for me?
Daddy, what'd'ja leave behind for me?!?
All in all it was just a brick in the wall.
All in all it was all just bricks in the wall.

Nienawidzę Floydów za to jak strasznie wszystko ich potrafię do siebie dopasować.

178 dni do matury. Dam radę. Na pewno. Chyba. Nie wiem. Ni chuja nie zdam.
Boję się, okrutnie. Niby coś robię, a tak naprawdę się opierdalam. Senioritis jak stąd na Marsa.

Chciałabym żyć innym życiem.
Chciałabym kiedyś zobaczyć jak to jest jak się kogoś kocha i może nawet ze wzajemnością.

LOL, JK, I'll die with my 76 cats.

Nienawidzę jesieni.
Potrzebuję soulmate. Kogoś z kim będę mogła szczerze rozmawiać. I nie mieszka 4000 km od Warszawy.
Niestety chyba nie jestem zdolna do odczuwania ciepłych uczuć w stosunku do kogokolwiek, kogo widzę codziennie a nie sądzę żeby kogoś obchodziła relacja hate z mojej strony, love z jego/jej strony.
W sumie to nie wiem o czym pierdolę.
xoxo
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

nieznośna lekkość butów.

poniedziałek, 25.lipca.2011, 23:17
Nie pisałam już od maja... Ponad dwa miesiące, teoretycznie kopalnia wydarzeń, teoretycznie materiał na 100 stron wynaturzeń. A w praktyce?

WIELKIE
NIC

Właśnie tak.Moje życie to jedno wielkie nic. Dni zlewają się w szarą całość, nie odróżniam ich od siebie. Każdy jest dokładnie taki sam. Wstaję, wyprowadzam psa, walczę z natłokiem książek, kładę się spać. Czasem książki zamieniam na seriale. I tak sobie egzystuję, bo życiem ciężko to nazwać.

Powinnam ruszyć się z domu, spotkać z ludźmi, a nie narzekać, że mi tak źle. Bo to nie depresja. To zwyczajna nuda. Ale ja nie mam za dużo znajomych. Ostatnio doszłam do wniosku, że utrzymuję kontakt z około 30 osobami. Z tej trzydziestki około dziesięć osób to znajomości jedynie internetowe. Przykre? Raczej żałosne. Czekajcie, zaraz zacznie się śpiewka "umrę samotna"...

Za 6 dni kończę 18 lat... Jezu, gdzie są te lata?! Ja pamiętam tylko ostatnie pięć z czego cztery były chujowe. (Nie, też nie wiem co mnie wzięło na liczby). I niby wiem, że ta 18 to tylko tak formalnie, że jeszcze to nic nie zmienia. Ale przeraża mnie to. Ja, Natt - dorosła? Seriously? To w ogóle Natt i dorosła występuje w jednym zdaniu? Jestem dzieckiem, czuję się dzieckiem, zero we mnie odpowiedzialności, podniecam się myszką w księżniczki, płaczę na serialu o wampirach.

To będą czwarte urodziny po odejściu ojca. Dlaczego drążę ten temat? Bo to nadal, nawet po ponad trzech latach takie samo chujowe uczucie. Odezwie się? A czy właściwie chcę, żeby się odezwał? Jeśli już zadzwoni, a może nawet będzie chciał się spotkać to pójdę. Czemu? Jedynie w nadziei na kasę. Materializm? Zgorzknienie? Trudno, nie liczę na wielkie pojednania i odbudowanie więzi. Nie jestem i nie wiem czy będę kiedykolwiek w stanie mu wybaczyć...

Nie jestem chyba stworzona do pisania, trudno.
Natt

"Pragnęła zrobić coś takiego, od czego nie miałaby odwrotu. Pragnęła zniszczyć brutalnie całą przeszłość swych ostatnich siedmiu lat. Był to zawrót głowy. Oszałamiające, nie do opanowania pragnienie upadku.

Moglibyśmy nazwać zawrót głowy pijaństwem słabości. Człowiek uświadamia sobie swą słabość i nie chce się przed nią bronić; pragnie jej się poddać. Słabość go upija, chce być jeszcze słabszy, chce upaść
pośrodku placu, na oczach wszystkich, chce być na dnie, jeszcze niżej niż na dnie."

Milan Kundera, Nieznośna lekkość bytu
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

hey youuuuu...

sobota, 14.maja.2011, 23:43
"-Ludzie zakochują się w konkretnych typach osób.
-Taaa. Szkoda, że nikt nie zakochuje się w moim typie."
gdzieś przeczytane.

Zakochani mnie otaczają, atakują z każdej strony. Wszyscy najszczęśliwsi na świecie. A moja wiara w miłość ostatecznie umarła. A może to wiara w jej odnalezienie.

Bo kto się zakocha w moim typie?
W typie, który nie wie czego chce. Żeby było łatwiej to nie wie również czego nie chce.
W zbyt głośnym śmiechu, rozbrzmiewającym zawsze w najmniej odpowiednich momentach.
W dziwnej twarzy, której elementy, każdy osobno, są w porządku, ale razem tworzą wyjątkowo niezgraną całość.
W nastroju osiągającym wartości od minus nieskończoności do nieskończoności dodatniej, wszystko w 24 godziny.
W za grubych udach i zbyt szerokich biodrach.
W totalnym braku zainteresowań i planów na przyszłość.
W życiowym zagubieniu i nieporadności.
W niezdecydowaniu.
W za szybkim przywiązywaniu się.
W długich, bezsennych nocach i wczesnych porankach.

To kto by chciał pokochać ten typ?
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

wiosna 86.

środa, 6.kwietnia.2011, 21:45
Czemu Ci się nagle teraz zebrało żeby do mnie pisać? No na jaką ciężką cholerę? Ogarnąłeś że ja wiem, że kogoś masz i teraz robisz mi na złość?

Sztandarowe pytania mojego życia: "Co ja wtedy myślałam? Gdzie był wtedy mój mózg?". I jeszcze "Co by było gdyby?"

...gdybym nie pojechała do Koszelówki?
...gdybym zamiast na imprezę na Czaki poszła na kulturalną, bezalkoholową osiemnastkę? (ogarniacie oksymoron?)
...gdybym zamiast na głupią SOFĘ poszła spotkać się z Martu...
O ile miliardów razy byłabym szczęśliwszym człowiekiem.

Lodowe katharsis, muzyczny masochizm. Sesja psychoterapeutyczna na siedem godzin, kiedy to Madzia dowiaduje się coraz to lepszych kawałków mojego życia.

Gdyby rok temu ktoś mi powiedział jak będzie wyglądać moje życie, wyśmiałabym go.

I'm a slut. At least I feel like one. Wyrzuty sumienia nigdy nie dadzą mi spokoju.

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

tego kwiatu to pół światu...

sobota, 2.kwietnia.2011, 20:43
Jedyne co opisuje mój stan psychiczny teraz to tak ulubiona ostatnio Kate Nash i jej "We get on"

"So I went to that party and everyone
They were kind of arty
And I was wearing this dress
Because I wanted to impress
But I wasn't sure if I looked my best
'Cause I was so nervous
But I carried on regardless
Strutting through each room
Trying to find you

And when I saw you
Kissing that girl
My heart it shattered
And my eyes, they watered
And when I tried to speak I stuttered

And my friends were like whatever
You'll find someone better..."

Dokładnie tak wyglądał wczorajszy dzień tylko nie szukałam go po pokojach, a wzrokiem po sali koncertowej. I nie miałam sukienki, ale tak, chciałam ładnie wyglądać.
I gdy go zauważyłam, gdy ją obejmował, zrobiło mi się niedobrze i chciałam uciec, ale nie mogłam.
I potem, gdy widziałam ich miliard razy na korytarzu, chciałam płakać, ale nie mogłam.
I gdy już wyrwałam się z tej szkoły, chciałam krzyczeć, ale zablokowały mi się wszystkie emocje.
I teraz, jest mi tak mega smutno. Dlaczego? Nie wiem, przecież nawet gdyby był sam to nic z tego by nie wyszło.
I O. pocieszająca mnie, że ona była gruba i brzydko ubrana nic nie daje.
I "tego kwiatu jest pół światu" też nic nie daje.
I czekolada nie pomaga.
Chyba musi mi pobyć trochę smutno. Wiem, że I'll get over it, wiem to na pewno.
Pierwszy chory na łeb, drugi gej, trzeci zajęty... Za czwartym razem musi się udać. Uda się na pewno.
A jedyny plus tego wszystkiego to to, że przekonałam się do matmy, hahaha. I poznałam Niekrytego Krytyka.
I przecież generalnie nadal będzie fajnym człowiekiem. Tylko że teraz nic z tego nie będzie i Natt musi sobie przestać robić głupie nadzieje...
Ech, moje życie uczuciowe ponownie w grobie. Co zrobić...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

2010.

czwartek, 13.stycznia.2011, 22:23
Teoretycznie najlepszym sposobem podsumowania roku byłoby krótkie opisanie każdego miesiąca... Ale większość z nich zlewa się w jedną, szarą, identyczną masę. Monotonia zabija. Ale to nie o tym. Więc otwieram kalendarz i szukam wpisów, które coś mówią...

STYCZEŃ
Sylwester z tych udanych, grzecznych, spokojnych, świętych. Ostatni w takim składzie. Dziewczyny aplikują o stypendium United Worlds College. Pierwszy w miarę poważny występ taneczny, ostatnie spotkanie z ojcem. Nauka. Nauka. Nauka.
LUTY
Ferie, oczywiście w połowie przechorowane, druga połowa poświęcona na układanie duetu,którego w końcu nie zatańczyłyśmy. Wciągnęłam się w nowe seriale. Szara, nudna codzienność, bezczynność, demotywacja.
MARZEC
Marta przechodzi do kolejnego etapu rekrutacji do stypendium. Mega przybicie, choruję, duszę się. Wygrałam bilet do kina. W miarę dobry dzień. Impreza w klubie, potem następnego dnia dzwoni Marta - we wrześniu wyjeżdża... Radość na pokaz, ryk po odłożeniu słuchawki. Chcę wyjechać do Pragi na koncert Marsów, mama się nie zgadza. Planuję wakacje w Hiszpanii...
KWIECIEŃ
Wielkanoc, beznadziejna jak co roku. Później wizyta w muzeum i sms od Agg o koncercie Marsów w Krakowie. Zatrzymanie akcji serca i oddechu. Po 2 dniach mama się zgadza. Jadę do Zakopanego, ostatniego dnia zwiedzamy Kraków. Spotkanie z Agg i Kiń. W Warszawie już kupujemy bilety na Coke, zaczynamy organizować hostel.
MAJ
Matury, kilka dni wytchnienia. Pierdolę się z chemią, jak zdam będzie dobrze. Odliczam do sierpnia. Przyszło totalne otępienie.
CZERWIEC
Podejmuję decyzję - zostaję w IB. Babcia łamie rękę. Koniec roku, mama wyjeżdża do pracy.
LIPIEC & SIERPIEŃ
Upał nie do zniesienia. Ciągle jeżdżę do babci, później oglądam filmy, jeżdżę na rowerze. Coraz intensywniej odliczam. Kupuję bilety na pociąg. Idę na promo. Wyjeżdżam do Koszelówki. Tam, pierwszy raz jadę stopem, pływam w ciuchach w czasie burzy, piję w plenerze (z papieżem) i jestem totalnie najebana. 17 urodziny witam z kacem i strachem przed sprawdzeniem połączeń wychodzących. Poznaję dużo nowych ludzi. Wracam. Spotkanie z ludźmi z Izraela. WAKACJE W MIEŚCIE, Marysia, Martini, N72 i oglądanie Disney Chanel do 6 rano. Poznaję miłego Kubę. Podjara na widok każdego plakatu reklamującego Coke. Wyjazd do Krakowa. Cudowny koncert, zapowiedź powrotu w grudniu. Kończą się wakacje...
WRZESIEŃ
Zaczyna się druga klasa liceum. Wraz z mega huczną imprezą.Jedną, drugą, dziesiątą... Zalewanie się w trupa nie przynosi rezultatów, rezygnuję z tej opcji. Jadę na badania do ośrodka rodzinnego. Z opinii wynika że jestem pół-świrem. Wracam do psychiatry. Po chuj, nie wiem do tej pory.
PAŹDZIERNIK
Wyjazd integracyjny, tak ciekawy że pamiętam z niego trampolinę i to, że ostatniego dnia wszyscy mieli sraczkę. Kilka osiemnastek. Epizod z cytrynówką oO
LISTOPAD
Nadchodzi załamanie. Psuję sobie kolano, kostkę. Ciągle czekam na grudzień, jak gdyby koncert miał mnie zbawić...
GRUDZIEŃ
Dostaję swojego laptopa na imieniny. Potem organizuję posiadówę, bardzo sympatyczną. ABL w prezencie <3 Wspaniały koncert w Warszawie. W chuj roboty przed świętami. Święta takie jak co roku...sztuczne i nudne. W sylwestra breaking news: P. jest gejem. Cieszę się z twojego szczęścia, ale byłam zdziwiona. Zabawa była super, myślałam że się dobrze zresetowałam...

A teraz wpadam w dalszą i dalszą monotonię... I nie mam siły, motywacji, ochoty. Ale trudno. Niech się ciągnie ten 2011, a potem będę go podsumowywać na podstawie wpisów w kalendarzu...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

środa, 12.stycznia.2011, 22:47
'Wiesz, co jest z Tobą nie tak, Panno Niczyja?
Jesteś tchórzem, boisz się przyznać, że życie jest warte i że ludzie są zdolni do miłości.
Chcemy należeć do innych, bo to jedyna szansa na prawdziwe szczęście.
Nazywasz siebie wolnym duchem i dziką istotą.
Przeraża Cię myśl, że ktoś zamknie Cię w klatce.
Skarbie, Ty już w niej jesteś.
Sama ją sobie zbudowałaś.
Wszędzie czujesz się jak w klatce.
Nie ważne dokąd uciekasz, zawsze wpadasz na siebie..'
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:
1.5 miesiąca względnego spokoju i tworzenia obrazu pt. "co oni gadali, IB wcale nie jest takie straszne". A jak się nauczyciele obudzili to wszyscy naraz. oO A więc mamy laba z biologii, klasówkę i prezentację z polskiego, klasówkę z matmy, grupowe orale na angielskim i case studies na geografię. Dorzuć jeszcze trzy godziny z rozwrzeszczanymi bachorami w ramach wolontariatu. I wszystko w jednym tygodniu. Życzę sobie i wszystkim powodzenia.
Po drodze muszę zahaczyć o ortopedę, bo Natt w pełni sprawna to nie Natt, więc oczywiście musiałam sobie coś rozjebać. Tym razem kolano i ani trochę nie zanosi się na to, że przejdzie. I wiem, że narzekam, ale mnie do jasnej cholery boli, a zapierdalanie z -1 na trzecie piętro ani trochę nie ułatwia sprawy.

Z pozytywów, Marta wróciła na tydzień, wreszcie się zobaczyłyśmy. Tęskniłam, co tam skype, nie ma to jak się przytulić.

Budzę się każdej nocy, nieważne czy wezmę proszki czy nie. I patrzę na telefon, patrzę czy mryga czerwona lampeczka. Gdy mryga to serce przyśpiesza do miliarda uderzeń na sekundę. Ale to nigdy nie jesteś ty... A przecież nawet nie jestem w tobie zakochana... Lecz odkąd kazałeś mi spierdalać ze swojego życia zaczęłam doceniać to co mieliśmy...

Szara, smutna jesień nadchodzi. Zaczęłam kasłać. Rozpadam się fizycznie i psychicznie. Ale będziemy iść dalej, starajmy się.
never give up...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

was it a dream?!

poniedziałek, 23.sierpnia.2010, 14:28
Miesiąc bez bloga. Wow, chyba pobiłam własny rekord.

W piątek spełniło się moje marzenie. 135 dni odliczania, mnóstwo nerwów, godzinne opóźnienie pociągu, ale szczęśliwie dojechaliśmy do Krakowa. Szybka kawa, kupowanie biletów w dziwnym automacie, przejazd do hostelu, zmiana koszulki na marsową, upychanie rzeczy po kieszeniach.
-Szykujemy się jak na wojnę...
-No, w końcu This is War!

Pogubiliśmy się trochę, ale w końcu zasiedliśmy w autobusie linii 159 i szczęśliwi ruszyliśmy. Szybko nas zaopaskowali, poszłam zobaczyć Agg i Mary. -Cześć, jestem Ania! -NICK!
Spotkanie z Harvalien i milionem innych osób, których w tej chwili nie jestem w stanie wymienić.
Zespół "Wanna, Kanapa, Fotel" nie powalił nas na łopatki, jedynie panwokalistaklonjareda był śmiechowy. Chłopcy z N*E*R*D rozruszali publiczność, ale "KUCNIJCIE" to już było przegięcie. Gdzieś w połowie zgubiłyśmy wszystkich i zostałam z Agg sama. Jedyna myśl? Niech ona nie mdleje, przecież jej nie wyniosę, OMG! Pani dająca gazetę, śmieszni państwo obok, taak, ich zdecydowanie zapamiętam.

I zgasły światła... Pierwsze dźwięki Escape sprawiły że poleciało mi kilka łezek, a potem POOOOOOOOLAND i JUMP! JUMP! JUMP! Coś pięknego. One night to remember w końcu...
Attack. Nigdy w życiu się tak nie darłam, nigdy w życiu tak nie skakałam.
Potem Vox Populi, które myślałam, że jest Search & Destroy i do którego Jarek zapomniał tekstu. W sumie i tak nie musiał śpiewać,wszyscy śpiewali za niego.
Wcześniej wspomniane Search & Destroy było chwilę później. Centralnie na Agg i Uoooo, oo, uooooooo <3 Jeden z momentów który bardzo dobrze zapamiętałam.
Z Beautiful Lie nic nie pamiętam...
Później This is War.
-Repeat after me!
-TY! BĘDZIE TE FANTASY!
-To the right...
-fuuuck... to the left, we will fight to the death! O, ładnie to REPEAT wyszło!
:D
Modlitwa o coś wolnego została wysłuchana, zaczęła się akustyczna część. Cudne 100 Suns, też chciało mi się płakać.
Przy L490 się popisałyśmy.
-Co to jest?!
-Revenge chyba, onieee, nienawidzę Revenge!
-A nie R-evolve?
-Nieeee...
-A może Alibi?
-TY! TO JEST L490! Ale my jesteśmy głuupie, L490 nie poznać?!

From Yesterday, zacieszający i zdziwiony Jared patrzący na to, że tłum zna tekst. Chyba po tej piosence zapowiedzieli powrót w grudniu. Wszyscy zaczęli się drzeć 30 razy głośniej niż wcześniej, a ja w tym momencie chyba naprawdę dotknęłam nieba.
Cudne The Story. Do Alibi nie znałam tekstu, bo przed koncertem nie lubiłam. Po prostu zamknęłam oczy i słuchałam... I teraz już kocham.
Pół akustyczne The Kill, Jared w tłumie <3
Krzycząc NO! NO! NO! NO! na Closer to the Edge poczułam się niesamowicie. I ostatnia piosenka.
-Are you ready for The Chemical Brothers?
-YEEEEEEES!
-*konsternacja*
-NO! NO! NO! NO!

Kings&Queens. Znowu kilka łez, bo przecież osobę stojącą obok mnie i trzymającą mnie pod rękę poznałam przecież dzięki tej piosence. Piękny Echelon na scenie, ooooooooo też ładnie zaśpiewane.
I koniec. Już po wszystkim. Po koncercie przez cały dzień miałam zakwasy w szczęce, bo doznałam jakiegoś paraliżu i nie mogłam przestać się uśmiechać. Wiem jedno - to była najpiękniejsza noc w moim życiu. Pragnę podziękować za nią całemu Echelonowi, Szczocie, Buszmanowi i Emerytowi. Specjalne podziękowania idą dla Agg - cudnie się z Tobą skacze, wydziera "TOMO, TOMO" nawet gdy tłum krzyczy "JARED JARED", śpiewa uoooo oo uoooo i w ogóle. <3
DO GRUDNIA LUDZIKI!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Open your eyes like I opened mine...

czwartek, 22.lipca.2010, 23:44
Idziesz w odstawkę dziewczynko.
Just deal with it.
Teraz będzie już tylko gorzej - nie widzisz tego?
Usuń się w cień, daj przestrzeń.
You don't belong there.
Wróć gdy będziesz potrzebna.
Odpuść sobie, znajdź inne miejsce.
To nie jest jedyna alternatywa.
Otwórz oczy.
Zrozum.
Idziesz w odstawkę dziewczynko.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

poklejona.

wtorek, 6.lipca.2010, 22:43
Ja składam się z części niespójnych, przeczących sobie nawzajem
Jedna mówi chce stąd wyjść druga mówi ja zostaje
Wiem że to jest męczące nie tylko dla mnie lecz dla tych, którzy ze mną przebywają
Mówią "nie mogę znieść tych twoich humorów i zmian" - pewnie racje mają
Bo we mnie jest orkiestra która grać razem nie daje rady
Jedna część zadowolona przyjmuje z pokorą wszystkie zmiany
Druga na to: pieprzę, ja nienadążam wysiadam
Czasami więc zdarza się że nie wiem czego chce
Jedna część mówi jest tak dobrze druga jest tak źle
Tyle sprzecznych myśli by czas pozszywać i wyciąć to co złe niczym chirurg wycina wyrostek
Patrzę czasami na moje dłonie lewa młoda jakby wiecznie wypoczęta
Prawa pomarszczona, spocona i wiecznie napięta
Jak sytuacje w których wychodzi zlość bo wygrywa z tą drugą stroną
Wypowiadam wtedy słowa które bolą...

Ona mówi usiądź wygodnie ja polepie i zlepie w jedną część
Tu muszę naderwać tu muszę zszyć byś mógł we mnie odtąd żyć x2

Więc jestem jeden czy jest nas dwóch
Rozmawiam ze sobą siedząc na kanapie i nie ma nici porozumienia
Już wiem dlaczego moja twarz tak szybko się zmenia
Jest nas dwóch dwoje czy troje
Bo niczym w kalendarzu daty tak szybko zmieniają się moje nastroje
Ty pytasz: co jest? co jest?
A trzeba mnie złożyć od nowa część po części jak klocki
Pozszywać do kupy bo na razie chce zarzucić nogi na stół
I nie robić nic i tylko czekać aż ta druga część przyniesie mi zakupy
Lecz nie mogę rozerwać się choćbym bardzo chciał jedna część chce leżeć druga namawiabym wstał
Jedna chce spać a druga robi wszystko bym nocy się bał
Ktoś mi mówi wczoraj że widział mnie w mieście jak gadam sam do siebie
Ja odpowiadam że wypuszczam z gęby różne odgłosy
Najpierw mowię idę tam a później nie nie idę
Ja mam dosyć...

Ona mówi usiądź wygodnie ja polepie i zlepie w jedną część
Tu muszę naderwać tu muszę zszyć byś mógł we mnie odtąd żyć x2

Tyle sprzecznych zdań przeczących sobie nawzajem
Wypowiadam w tak krótkim czasie
Nie dowiesz się co myśle przyglądając się mej mimice ona nie zdradzi nic nie nie zdradzi nic
Jest mnie dwóch może trzech tylko ty możesz temu zaradzić
Poukładaj mnie kawałek po kawałeczku poukładaj mnie proszę
Bo taki podzielony na części jestem zupełnie do niczego poskładaj tak jak dziecko składa klocki lego
Jeden do drugiego drugi do trzeciego, a wtedy usiąde wygodnie w fotelu zakładając nogi na stół
I polepiony solidnie by nigdy nie było takiej siły która znów pozdzieli mnie na pół
Będę się czuł jak nowonarodzony jak z zarzutów oczyszczony sam z sobą pogodzony
Stanę przed Tobą o tak od dołu do góry przez Ciebie polepiony
Ja się nie zmienię więc poukładaj mnie a ja zapuszczę w tobie korzenie


Echh, który to już raz "Polepiony" jest przewodnią melodią dnia...
I za każdym razem mocniej się zastanawiam czy czegoś nie trzeba z tym zrobić.
Bo już nie daję rady...

Łezki spadają prosto do herbaty, szczęśliwie nie zmieniając jej smaku.
Mam bilety do Krakowa - raczej spodziewałam się euforycznej radosci.
Byłam w "Szczotkach i pędzlach". Ładnie tam...
Przysypiałam w autobusie wsłuchując się w szum kapiącego deszczu. Dobrze, że był Piotrek, było się o kogo oprzeć i miał mnie kto obudzić...

Trudno mi z samotnością.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Close your eyes...

poniedziałek, 28.czerwca.2010, 22:16
Przekroczyłam szczyt własnego pieprznięcia.
Jadąc do babci zaczęłam rozmyślać czy zamknęłam na pewno okno.
Po 15 sekundach byłam już pewna, że nie zamknęłam.
Ogarnął mnie taki niepokój, że dwa przystanki przed domem babci postanowiłam zawrócić i sprawdzić.
Dlaczego? Bo zakodowało mi się, że ktoś mi się włamie do domu przez okno.
Tak, na piąte piętro.

Okno oczywiście było zamknięte.

W związku z tą idiotyczną akcją postanawiam dzisiejszej nocy nie zamknąć okna i drzwi w pokoju. Zdaję sobie sprawę jak idiotycznie to brzmi, ale będzie to strasznie trudne. Zapewne nie zmrużę oka. Ale muszę sobie uświadomić, że jak nie sprawdzę wszystkiego 8 razy i nie pozamykam wszystkiego na cztery spusty to nic się nie stanie. Muszę.
Natt.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

LET IT ALL BURN

sobota, 26.czerwca.2010, 19:19
Kolejny przejebany, przepłakany dzień.
Kolejny dzień, który udowodnił, że jestem bezużyteczna.
Nie wiem co ze sobą zrobić, bezczynnie siedzę wpatrując się w ścianę, próbując dopatrzeć się w niej czegoś co zmieni ten koszmar, coś co wyrwie mnie z tego jebanego letargu. Ale nic takiego się nie pojawia. Tylko jedna myśl kołacze się po głowie. Ale jak ją urzeczywistnić? Boję się. Mam resztki motywacji, ktoś jest w domu, zdążą znaleźć, odratują. Mówię sobie, żeby wytrzymać do pierdolonego 20 sierpnia, wypełnić chociaż 2/3 swojej obiecanej listy, a potem niech się dzieje co chce... Poza tym szkoda wydanych już prawie 250 zł. Ale już w poniedziałek nikogo w domu nie będzie, 12 dni tak upragnionej, lecz tak upiornej samotności. I nie wiem czy myśl o sierpniu wystarczy. Jeszcze nie było tak źle jak teraz, biorąc pod uwagę, że nic szczególnego się nie stało. Back to the beginning. Odrętwienie, tony jedzenia, zapuchnięte oczy. Nie mam się do kogo odezwać, nie mam komu tego powiedzieć. Nie ufam samej sobie. Chcę pomocy, lecz boję się poprosić. Chcę końca, lecz boję się do niego dążyć.

Chyba liczę na cud. Chyba liczę na to, że wszystko odmieni się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ale zasrane wróżki nie istnieją. Muszę sama coś zrobić. Gdybym tylko wiedziała co, mogłoby być mi łatwiej. Chciałam tańczyć, chciałam śpiewać, chciałam robić zdjęcia... Nic z tego. Z niczego nie ma efektu. Tak zwyczajnie chciałabym być w czymś dobra, chciałabym żeby ktoś mnie pochwalił... Ale jestem zerem. Życiowe ofiary nie zasługują na dobre słowo.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Was it a dream?

poniedziałek, 14.czerwca.2010, 17:14
Miałam taki ładny sen dzisiaj... Nie pamiętałam go po obudzeniu, dopiero muzyka wyciągnęła go z pokładów świadomości.


Dziewczyna leżała na łóżku zanosząc się histerycznym płaczem. Kolejny dzień była sama, wszystkie prośby o wizytę kogokolwiek kończyły się wyśmianiem i odmową. Już nikt jej nie chciał.
Nagle zaskrzypiały drzwi. Nie obchodziło jej kto to. Złodziej może ją zabić, wszystko jedno. Jednak "intruz" przybliżył się prosto do jej pokoju. Położył się plecami do niej i cicho zaczął śpiewać jakąś spokojną piosenkę. Wiedziała, że zna ten głos, ale nie mogła sobie przypomnieć do kogo należał. Melodia cichła, tak samo jak szloch dziewczyny. Miarowy oddech chłopaka ją uspokajał, ręka na policzku suszyła łzy, a ciepło jego ciała uspokajało drżenie.


Szkoda tylko, że odwracając się, by zobaczyć kto to był się obudziłam...
N.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

show must go on.

czwartek, 10.czerwca.2010, 22:39
Do niczego nie jestem potrzebna.
Zawołajcie mnie jak coś będziecie chcieli.
Nie mamo, nie mam ojca.
Nie, nie jemu będę płakać na ramieniu.
To takie przykre, że starasz się, próbujesz, a i tak wszyscy mają to w dupie.
Żyjemy po to żeby umrzeć.
To smutne.

I co z tego, że znów sobie powiem, że to już ostatni raz, że kończymy przedstawienie.
Kurtyna jest zbyt ciężka, żebym mogła ją sama zaciągnąć.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: